piątek, 17 października 2014

nadchodzi NOWE

Długo mnie nie było... Długo można się rozpisywać o powodach - zawirowania w życiu osobistym, nawał obowiązków na studiach, brak motywacji do robienia czegokolwiek... I pewnego dnia stwierdziłam, że nie jestem sobą! Muszę coś robić, uczyć się czegoś, nad czymś pracować, a co z tego wyjdzie to już inna sprawa... No właśnie. Jak patrzę na niektóre stare posty to mam ochotę je usunąć, ale to nie ma sensu i  byłoby w pewnym sensie oszukiwaniem. Teraz nadchodzą nowe inspiracje! Dlaczego? Bo czuję, że odkryłam nową ogromną pasję, czyli szycie!

To zawsze we mnie siedziało - podpatrywałam mamę, kiedy cerowała na maszynie i sama ręcznie uczyłam się ściegów, ciągle próbowałam coś przerobić (najczęściej nieudolnie), rysowałam od zawsze ciuszki i z wielkim żalem wkładałam kupione przez mamusię niemodny sweter z gruszką, marząc o wytwornych sukienkach, dżinsowych spodenkach i płaszczykach z kożuszkiem, a ostatnio z zazdrością przeglądałam blogi o szyciu i żałowałam, że nigdy się tego nie nauczyłam.... Jeszcze bardziej denerwowało mnie, kiedy mój facet wspominał o swojej byłej dziewczynie, która skończyła na ASP projektowanie i szyła "zajebiste rzeczy". Od roku myślałam o kursie krawieckim, tylko bez swojej maszyny na co mi ten kurs? Mama nie pozwalała mi szyć na starym Łuczniku, z resztą i tak ledwo zipał, 3 warstwy cienkiej bawełny to było dla niego za dużo i okropnie rzęził, zrywał nici, a pracował tak głośno jak rezonans magnetyczny! A teraz od Łucznika dzieliło mnie 350 km. Z takich powodów nigdy na nim nie szyłam (był taki jeden dzień, kiedy zostało mi objaśnione jak nawlec nici na bębenek i zrobić podstawowy ścieg, czego efektem był post o piórniku..) Teraz (dokładnie 9 października) w Lidlu pojawiła się maszyna SilverCrest... Spojrzałam na gazetkę i pomyślałam, że to pewnie szajs i niewarte moich 300 zł... ale zaczęłam czytać komentarze na forach i blogach, a w moim brzuchu poczułam motyle! Tyle pozytywnych opinii, tyle zachęty, tyle osób ją miało (i co lepsze miało długi czas!).

Rzeczonego 9. października wstałam bladym świtem po 5 rano,
zestresowana po filmikach "bitwa o torby Witchen w lidlu", albo "wojna o crocksy w lidlu", że rzucą dwie maszyny, a rozentuzjazmowany tłum będzie na nie czekał przed otwarciem sklepu i nawet nie mam co pomarzyć, że zdążę cokolwiek kupić, albo chociaż zobaczyć z daleka. Na to się zapowiadało po wypowiedział forumowiczek. Ruszyłam do Lidla koło mojej uczelni, bo szczęśliwym trafem był otwarty jako jedyny już od 7 rano (na 8:15 miałam zajęcia). Wysiadając z SKMki starałam się uspokoić, ale prawdę mówiąc denerwowało mnie, że w tym samym kierunku szło jakieś 10 osób (o tej porze? na pewno idą po maszynę!). W głowie miałam różne scenariusze, ale kiedy pod Lidlem zobaczyłam 5 osób o godzinie 6.55 poczułam spokój (no przecież prześcignę emerytów jakby co). W ciągu tych 5 minut do otwarcia zjechało i przyszło chyba ze 20 osób a wszyscy coraz bliżej wejścia! Punkt 7 widać ochroniarza - jejku, tak wolno chodzącego ochroniarza nie widziałam, przysięgam! Sekundy mijały, a ja postanowiłam sobie, że biec i przepychać się nie będę, bo swój honor mam, a jak zabraknie, to trudno - znaczy, że nie była mi pisana. I w sumie dobrze, że tak postanowiłam, bo tłumek wbiegł i rozszedł się po sklepie a na stoisku z maszynami było 10 sztuk, na które nikt nawet nie spojrzał! :D (hitem były prostowniki po 49 zł) Mogę potwierdzić, że maszyna jest super - sprawdza się przy różnych materiałach, nawet grubych warstwach, jest solidna i cichutko pracuje. I tak zaczęła się moja przygoda, która trwa dopiero 8 dni, a już zdążyłam uszyć torbę na zakupy, kilka poszewek na wkłądy chłodzące, sukienkę na imprezę w klimacie indyjskim (totalna amatorka, ale z daleka nie widać), skróciłam spódniczkę, spodenki i przerobiłam chyba ze 3 bluzki. Narazie moje umiejętności nie są imponujące, ale niedługo zacznę dodawać instrukcje, jak uszyć prostsze rzeczy!

Tymczasem chciałam się pochwalić, tym co robiłam przez ostatni czas, bo trochę przesadziłam z tym nic-nie-robieniem. Nauczyłam się robić na drutach i udziałam czapki, szaliki, kominy i opaski dla siebie i znajomych. Uszyłam spódniczkę i torebkę ze skóry (skórzane kurtki z mięciutkiego zamszu były po 5 zł w szmateksie!) Do tego planuję zrobić klimatyczną lampę ozdobną (na pewno wstawię tutorial). Powoli zabieram się za odświeżenie bloga - dzięki za wszystkie komentarze, bo świadomość, że komuś się moja praca przydaje, to dla mnie największa zachęta i nagroda! W następnych postach obiecuję zdjęcia i krótki opis dorobku artystyczneego-DIY na przestrzeni roku 2014 :)

Na dobry początek projekt lampy - już niedługo powstanie!